Po prostu jestem – oryg. wykonanie Dana Lerska (tekst: Wojciech Młynarski, muzyka: Adam Sławiński) Nagranie pochodzi z koncertu „Nastroje - Nas Troje”, który
Pani Anetka śpiewała na naszym ślubie było po prostu przepięknie łzy same płynęły do oczu. Bardzo nam się podobało a goście byli zachwyceni i pytali kto tak pięknie śpiewa. Bardzo polecamy Panią Anetkę, a jej napis MIŁOŚĆ bardzo prześliczny polecamy z całego serduszka i zachęcamy do korzystanie z jej usług. Kamila
Szokujące nagranie z Dodą. Ledwo mówiła. „Jestem tak roztrzęsiona, że to po prostu koniec”. Wyjątkowo wzruszające nagranie pojawiło się na Instagramie Dody. Poinformowała fanów, że atmosfera w trakcie przygotowań do tegorocznego festiwalu w Opolu jest tragiczna. Nie wiadomo, co teraz będzie z występem Dody na festiwalu
mówiąc prosto, po prostu, upraszczając, w uproszczeniu, mówiąc wprost. just like that. po prostu, ot tak, tak po prostu. idiom. for the sake of it. po prostu, bez konkretnego celu. Idiomy. it's as simple as that , simple as that. to takie proste, po prostu, to tak proste.
. „Znajduję się w miejscu, w którym znów pracuję, mam swoje życie i jestem za to bardzo wdzięczna” powiedziała Avril w rozmowie z dziennikarzem Portland Tribune udzielonym jeszcze przed rozpoczęciem amerykańskiej części trasy koncertowej Head Above Water Tour. „Niedawno nakręciliśmy teledysk do singla „I Fell In Love With the Devil”, pracowaliśmy 14 godzin, a teraz wyruszam w trasę. Jestem w stanie pracować, a ta praca jest bardzo intensywna, bo grafik podróży jest bardzo napięty”. „Prowadzę zdrowy tryb życia, staram się zachowywać równowagę między pracą a odpoczynkiem, co nie jest typowe dla ludzi w moim wieku… Jestem naprawdę wdzięczna za to, że żyję. Ostatnie lata były bardzo trudne, bez przerwy leżałam”, wspomniała piosenkarka dodając, że po trzydziestce nie imprezuje się już tak bardzo, jak wcześniej. Bez względu na to, czy jest się chorym czy zdrowym. „Teraz wypijam dwie lampki wina, nie imprezuję po nocach, jak miałam w zwyczaju. Najpierw myślałam, że to tylko ja tak mam, a później okazało się, że po dwóch drinkach wszyscy czują się już źle. Witamy wśród 30-to latków…,” zażartowała. W rozmowie zapytano ją także o związki, z których część była bardzo publiczna. „Miałam jeden, który taki nie był i to wiele mnie nauczyło. Muszę być ostrożna w wybieraniu ludzi, których wpuszczam do mojego życia. Spotykałam się z kimś, to była toksyczna relacja, ale zamieniłam to w siłę”. Padło także pytanie o stare utwory oraz ewolucję w brzmieniu. „Podczas prób świetnie czuję się grając moje kawałki. Przypominają mi, skąd pochodzę i kim jestem. Dają mi życie. Koncertowałam z każdą z płyt, śpiewała te piosenki non stop przez lata. Przerwa, jaką miałam to po prostu przerwa, granie tych piosenek znów sprawia, że nie czuję, że minęło tyle czasu”. Odpowiadając na pytanie o brzmienie nowej płyty Avril powtórzyła to, co powtarza od samego początku promocji płyty – na „Head Above Water” najważniejsze było dla niej, aby na pierwszym miejscu znalazł się wokal, a procesowi nagrywania albumu przyświecała myśl, że mniej znaczy więcej.
Home Książki Biografia, autobiografia, pamiętnik Klara. O dziewczynce, która śpiewała po francusku Fascynująca historia dzieciństwa i młodości Klary Stankowskiej, absolwentki Wrocławskiej Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego, cenionej pedagog, która przez wiele lat zarażała dorosłych i dzieci swoją pasją do muzyki. Urodzona w 1930 roku, żyła w burzliwych czasach, gdy ustroje polityczne, rządy, normy społeczne i obyczajowe zmieniały się w zawrotnym tempie. W swoich wspomnieniach opisuje ucieczkę przed Niemcami, śmierć ojca, pobyt w sierocińcach, pracę u bauera czy nadejście siermiężnego PRL-u i próby odnalezienia swojego miejsca w życiu... Przez wszystkie te lata jedną z niewielu stałych rzeczy w życiu Klary była muzyka, postrzegana przez nią jako panaceum na wszelkie cierpienia, swoista modlitwa o przetrwanie i skuteczny oręż w walce o lepsze jutro. Ta emocjonująca opowieść przybliża czytelnikowi realia przedwojnia, emigracji za chlebem i życia Polonii francuskiej, a także Polski przed i krótko po II wojnie światowej. To historia pełna szczerości, pasji i wiary w to, że piękno świata można odkrywać każdego dnia. Klara Stankowska (1930–2013), magister sztuki, absolwentka i wykładowca Wrocławskiej Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego, autorka unikatowej pozycji Chór w szkole (1988) a także wielu innych publikacji o muzyce. W szkolnictwie zajmowała stanowisko kuratora przedmiotów artystycznych na terenie Dolnego Śląska. Powołała do życia uwielbiane przez młodzież cykle koncertów „Filharmonia dla młodych” i „Opera dla młodych”. Wielokrotnie odznaczana Krzyżami Zasługi przez ministrów kultury i sztuki za jej działalność pedagogiczną oraz krzewienie kultury muzycznej w Polsce. Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni. Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie: • online • przelewem • kartą płatniczą • Blikiem • podczas odbioru W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę. papierowe ebook audiobook wszystkie formaty Sortuj: Książki autora Podobne książki Oceny Średnia ocen 8,2 / 10 23 ocen Twoja ocena 0 / 10 Cytaty Powiązane treści
Agnieszka Osiecka. Groby kochanków i macochy wróżki. Niezapomniani Potrafiła w prostych słowach ująć emocje i uczucia każdego z nas. Być może w tym tkwi sekret uniwersalności jej tekstów, które śpiewane są do dziś przez kolejne pokolenia. Choć jednak tak pięknie i trafnie potrafiła uchwycić piękno codzienności w piosenkach, sama nie potrafiła się w niej nigdy odnaleźć, do końca pozostając „nieudomowioną”, jak o sobie mówiła. Niespokojny duch Urodziła się 9 października 1936 r. na warszawskiej Saskiej Kępie, z którą związana była do końca życia. Artystyczną wrażliwość odziedziczyła po ojcu, który był pianistą i matce polonistce, brakowało jednak w jej domu rodzinnym ciepła i miłości. Być może dlatego tak trudno było zaznać w życiu stabilizacji. Jako młoda studentka nie umiała się odnaleźć ani w dziennikarstwie, ani w łódzkiej filmówce, gdzie studiowała reżyserię, choć po latach mawiała: „jestem dziennikarką, dlatego wiele moich piosenek to po prostu rymowane reportaże”. W tworzeniu potrzebowała jednak więcej swobody, wolała więc szukać własnej drogi gdzie indziej. Narodziny gwiazdy Swoje pierwsze piosenki zaczęła pisać dla Studenckiego Teatru Satyryków, z którym związała się w 1954 r. Prawdziwy sukces przyszedł jednak 9 lat później, kiedy podczas pierwszej edycji Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu nagrodzono jej „Piosenkę o okularnikach”. Wkrótce jej piosenki śpiewała już cała Polska. Te najsłynniejsze to: „Ballada o pancernych” (znana także jako „Deszcze niespokojne”), „Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma”, „Małgośka”, „Niech żyje bal”. Pisała dla największych: Maryli Rodowicz, Ireny Santor, Kaliny Jędrusik, Violetty Villas i wielu innych. W pogoni za miłością Osiecka pozostawiła po sobie jednak nie tylko około 2 tysięcy tekstów piosenek, ale także wiele anegdot na temat burzliwego życia, które prowadziła. Wielu mężczyzn próbowało okiełznać jej buntowniczą naturę i związać z sobą na dłużej. Głowę stracili dla niej Marek Hłasko, Jeremi Przybora, Wojciech Frykowski, Wojciech Jesionka czy Daniel Passent, któremu urodziła córkę Agatę. „Kobieta, żona, matka – to nie jest do mnie rym” - pisała jednak w jednej z piosenek. Nie potrafiła odnaleźć się w roli strażniczki domowego ogniska. Wolała pozostać artystką. Nie przestawała tworzyć nawet, gdy coraz bardziej pogarszał się stan jej zdrowia, nadwątlonego chorobą alkoholową. Walka z nowotworem, którą przegrała w 1997 r., przerwała jej prace nad spektaklem muzycznym „Zielono mi”, który razem z Magdą Umer miały wystawić na festiwalu w Opolu. Koncert stał się ostatecznie jej muzycznym pożegnaniem. Emisja w TV: Niedziela z... twórczością Agnieszki Osieckiej Niedziela TVP Kultura
Wybór tego, co ma znaczenie, jest najtrudniejszą rzeczą na świecie - uważa Urszula, piosenkarka i autorka tekstów, która 9 kwietnia zaśpiewa w na początku Pani muzycznej przygody był… prawda. Chciałam śpiewać i tańczyć już jako małe dziecko. Mój ojciec był zakochany w akordeonie i wymyślił sobie, że któraś z nas będzie na nim grać. Instrument przejęłam po siostrze, ale dzięki lekcjom gry na akordeonie i pianinie w ognisku muzycznym trafiłam do studia piosenki. To tam profesor Adolfina Szałańska uczyła śpiewu. Słyszałam, że ktoś śpiewa, że coś się dzieje i któregoś dnia tam po prostu weszłamI co było dalej?Profesor Szałańska oprócz zajęć z emisji głosu przygotowywała nas też do występów przed publicznością i w rezultacie jako 15-latka wzięłam udział w eliminacjach do Festiwalu Piosenki Radzieckiej. W tamtych czasach był to jedyny festiwal, w którym mogli brać udział śpiewający amatorzy. Wygrywałam wszystkie eliminacje. Dyrektor muzyczny festiwalu Stefan Rachoń trzymał za mnie kciuki, ale poradził, abym nie spieszyła się tak bardzo z wejściem w ten muzyczny kierat. Tak więc dopiero po dwóch latach wygrałam finał festiwalu w Zielonej Górze. Profesor Aleksander Bardini wręczając „Złoty samowar” powiedział, że podejrzewa, iż byłabym dobrą aktorką śpiewającą. Życie pokazało, że stało się jednak inaczej. Śpiewam zawodowo, a aktorką amatorką Zielonej Górze było Opole?Razem ze „Złotym samowarem” otrzymałam szansę występu w Opolu, ale z nieznanych mi do tej pory powodów zmieniono mi w ostatniej chwili piosenkę i zaśpiewałam poważny utwór „Umieć żyć”. Po Opolu mój zapał do branży muzycznej ostudził się nieco i postanowiłam zdawać na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w potrafię pojąć fenomenu „Konika”, ale okazał się on strzałem w dziesiątkę, bo przecież każdy ma w sobie coś z dzieckaCo Pani wybrała?Wychowanie muzyczne. Egzaminy praktyczne były popisem gry na fortepianie, a nie na akordeonie. Było to dla mnie spore wyzwanie. Musiałam w szybkim tempie doszlifować umiejętności pianistyczne. Pamiętam, że na egzaminie grałam chyba Mozarta i wyrywkowo gamy. Gdy byłam na pierwszym roku, otrzymałam propozycję wystąpienia w zespole wokalnym poznaniaka Ryszarda Kniata, towarzyszącym wykonawcom zagranicznym podczas festiwalu w Sopocie w roku 1980. Na tym samym festiwalu występowała Budka Suflera z Izą Trojanowską. Może to był zbieg okoliczności, a może przeznaczenie, ale rok później Iza już z Budką nie śpiewała, a Rysiek wpadł na pomysł, aby namówić Romka Lipko na wspólne nagrania ze odbyły się w Poznaniu w ówczesnym studiu nagraliśmy pierwsze piosenki, które Romek napisał dla mnie. Były to „Fatamorgana 82” oraz „Bogowie i demony”. Jerzy Janiszewski z Polskiego Radia Lublin wymyślił, abym była tylko Urszulą. Bez przyszła pierwsza płyta?To była „Urszula”. Pochodząca z niej piosenka „Dmuchawce, latawce, wiatr” w konkursie Polskiego Radia została przebojem roku. Nawet doczekała się wersji anglojęzycznej jako „Slowly Walking” i weszła na listę przebojów Radia się Pani niezwykle popularną wokalistką?Występowałam z Budką. Wychodziłam na swoje cztery piosenki. Z Krzysiem Cugowskim śpiewałam „A po nocy przychodzi dzień” oraz „Cień wielkiej góry”, a z Felicjanem Andrzejczakiem „Noc komety”. Może nie miałam dużo pracy, ale koncertowałam z zespołem, na który przychodziło dużo z czasem pojawiła się Pani na wielkim „Alabamie” Budka i ja zagraliśmy siebie. Natomiast Urszulę w „Och, Karol” wymyślił sobie reżyser Roman Załuski, którego, jak twierdził, oczarowała moja piosenka i ja sama. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do Poznania. To tutaj działała założona przez Ryszarda Kniata grupa Klincz. Po kilku latach pracy z Budką chciałam zrobić coś innego. Szukałam czegoś i zaczęłam współpracować z Klinczem. Nagrałam z nimi piosenki „Jak lodu bryła” oraz „Pod Latarnią”. W 1987 roku pojechała Pani do Stanów z Budką. Przygotowaliśmy cały materiał po angielsku, ale kiedy zobaczyliśmy, że na nasze koncerty przychodzi przede wszystkim Polonia, wróciliśmy do języka polskiego. Wróciliśmy i znowu wyjechaliśmy. Chciałam się w Stanach trochę zatrzymać i wtedy też zaczęłam śpiewać odważniej, mocniej, a Staszek Zybowski wyczuł we mnie tę chęć buntu w nagraliśmy nową, piękną pieśń. Bardzo spójną ze mną. Brzmię w niej bardzo osobiście. Śpiewam o miłości...Ale wkrótce włączyła Pani do swojego repertuaru popularną piosenkę „Konik na biegunach”...Jeszcze w Stanach poznaliśmy Michała Hochmana, który przypomniał nam tę wersję swojego przeboju. Staszek też pamiętał „Konika” z czasów, gdy grało go się na weselach i studniówkach, i wpadł na pomysł, aby tę piosenkę nagrać na nowo. Nie potrafię pojąć fenomenu „Konika”, ale okazał się on strzałem w dziesiątkę, bo przecież każdy z nas ma w sobie coś z małego dziecka. Ta piosenka łączy po prostu ta znalazła się na płycie „Biała droga”, która właśnie została wznowiona i z którą wiąże się aktualna trasa latach 90. zdobyła ona status multiplatynowej płyty. W tej chwili liczba sprzedanych krążków się pewnie podwoiła. To jest niebywale, a stało się to w czasach, kiedy kwitł nielegalny handel płytami na stadionach, więc sprzedanych płyt może być dużo więcej. Gdy była Pani na topie, trzeba było zmierzyć się z chorobą i śmiercią męża...Tego nikt nie przewidzi. Od pierwszej operacji minął rok. Potem było drugie, ostateczne uderzenie. Ten rok był nam podarowany. Staszek [Stanisław Ludwik Zybowski (1953-2001) - red.] bardzo dużo pracował, nagrał podkłady muzyczne do swojej solowej płyty, na którą chciał zaprosić różnych wokalistów. Miał dużo pomysłów. W sierpniu dostałam w Sopocie „Bursztynowego słowika”, w listopadzie już nie żył. Do samego końca występował na scenie. Mieliśmy nadzieję, że uda się wymknąć śmierci. Ale się nie udało. Niedawno zmarł David Bowie, który też do końca był niezwykle aktywny i uświadomiłam sobie, jakie to ważne, że zdarzają się tacy odważni ludzie, muzycy, którzy potrafią zaglądać w przepaść, zobaczyć, co tam jest, i jeszcze zdążyć nam o tym Pani brała siłę, aby przejść przez te trudne wydarzenia?Oboje byliśmy mocnymi ludźmi. Ja do tej pory jestem silną dziewczyną. Nie żyję w świecie bajek, twardo stoję na ziemi, aczkolwiek uwielbiam marzyć. Myślę, że umiem kochać bezwarunkowo. Wyczuwam prawdziwe uczucia i to mi pomaga. Drugą Pani wielką miłością jest Tomasz Kujawski?Gdyby nie to, że z Tomkiem znaliśmy się wcześniej, że razem jeździliśmy na koncerty i byliśmy przyjaciółmi, że był w ciężkich chwilach blisko, ta miłość mogłaby się nigdy nie rok 2016. Nad czym Pani aktualnie pracuje?Rok temu rozmawiałam z Jerzym Owsiakiem. Powiedziałam, że zbliża się 20-lecie „Białej drogi” i chciałam to jakoś uczcić. Jurek powiedział - zacznijcie to świętowanie u mnie. Tak się stało i zagraliśmy „Białą drogę” na ostatnim Przystanku Woodstock. Okazało się, że ta muzyka wciąż ma wielką siłę i elektryzuje kolejne pokolenia młodych ludzi. W tym roku postanowiliśmy więc zorganizować serię koncertów klubowych z muzyką z „Białej drogi”. W Stanach Zjednoczonych często graliśmy w klubach. Wiem, że takie koncerty mają niepowtarzalną atmosferę.„Biała droga” ma już 20 lat. A czy w najbliższym czasie pojawią się jakieś nowe piosenki Urszuli? Cały czas pracujemy w studio. Ostatnio nagraliśmy nową, piękną pieśń. Bardzo spójną ze mną. Brzmię w niej bardzo osobiście. Śpiewam oczywiście o miłości, ale również o tym, że wybór tego, co ma znaczenie, jest najtrudniejszą rzeczą na świecie. O tym, by dostrzegać, że to, co mamy jest ważne i wartościowe i trzeba o to dbać. Troszczyć się. Czym zajmuje się Pani, gdy nie śpiewa i nie jest w trasie?Staram się zająć młodszym synem Szymonem, ponieważ absolutnie na to zasługuje. Ma 12 lat i będzie zdawał do gimnazjum. Rano jeździmy na basen. Zrywamy się na zmianę z Tomkiem o piątej i jedziemy. Nie naciskamy na Szymona, że musi zwyciężać. On nie musi być pierwszy. Ważne jest, by dla siebie poprawiał wyniki. Ma swojego trenera, a więc ma autorytet poza domem. Jeździ na zgrupowania. Dla chłopaka w jego wieku to fajna sprawa. Czytam też dużo książek. Lubię dobre filmy, jogę, starszy Piotr, który swego czasu zajmował się ścigaczami?Ścigacza sprzedał. Bóg mnie wysłuchał. Ma teraz samochód terenowy, którym jeżdżą po rzekach i błotach. Lubi ekstremalne sytuacje, ale to jest zodiakalny Bliźniak, więc naturę ma trochę dwoistą. Lubi też spokój. Ma trzy ule i razem ze swoją dziewczyną zajmują się trzema psami, dwoma kotami, królikiem i pszczołami. Myślę, że z powodzeniem prowadziliby jakieś gospodarstwo agroturystyczne. Gutek [Piotr - przyp. red.] jeździ też z nami na koncerty. Dobrze mieć go w swojej ekipie. I mieć pewność, że na scenie od strony technicznej jest bez zarzutu. Kiedyś grał na bębnach…Grał, ale dawno temu przestał. Oczywiście jego umiejętność grania przydaje się bardzo, bo może sam sprawdzać ustawienia bębnów przed koncertem. Czy z Pani dorobkiem i doświadczeniem ma Pani jakieś muzyczne marzenia?Chcę cały czas się rozwijać, tworzyć i podróżować coraz dalej w głąb siebie. Chciałabym doskonalić się w tym, co robię, Zawsze wkładać w to mnóstwo serca, zaskakiwać siebie i dawać ludziom przyjemność słuchania myślała Pani o koncercie z fortepianem albo z orkiestrą symfoniczną?Właśnie zgłosiła się do nie mnie orkiestra symfoniczna specjalizująca się w muzyce filmowej. Chcą zaaranżować moje piosenki, szykuje się koncert na półtorej godziny. Cieszę się, bo to będzie coś innego i mam nadzieję a sam Poznań? Ma Pani ulubione miejsca?Lubię Maltę i znam okolice Swarzędza. UrszulaUrodziła się w Lublinie 7 lutego 1960 roku. Jest jedną z najpopularniejszych polskich wokalistek, ale i autorką tekstów . Współpracowała z Budką Suflera, zespołem Klincz i grupą 10 własnych albumów. Oglądaliśmy ją w filmach :Alabama” i „Och Karol” i „Głód serca”Stanisław Ludwik Zybowski (1953-2001)Był polskim gitarzystą i kompozytorem rockowym. W latach 1976-85 grał w zespołe Crash, z którym nagrał trzy płyty. Potem współpracował z grupą Plugawy Anonim i Grzegorzem Ciechowskim by wreszcie trafić do Budki Suflera gdzie poznał Urszulę. Z Budką nagrał płytę „Ratujmy co się da”. W 1988 po rozstaniu się z Budką załozył grupę Jumbo i stał się głównym kompozytorem Urszuli., z którą nagrał pięć płyt. Pracował też nad swoją płytą.
śpiewała po prostu jestem